Jeśli zdarza Wam się czytać moje recenzje, to zapewne zdążyliście już zauważyć moją sympatię do zespołów wykorzystujących w swojej twórczości elektronikę. Tym razem chciałbym przedstawić płytę, na którą trafiłem zupełnym przypadkiem. I tak oto przez ten przypadek poznałem kawał dobrej muzyki. Mowa tu o albumie “Quiet Ferocity” zespołu The Jungle Giants.

“Quiet Ferocity” stanowi doskonałe połączenie wokalu z elektronicznymi dodatkami

To, co przykuło moją uwagę w tym projekcie to przede wszystkim pomysł na stworzenie go od pierwszego do ostatniego utworu. Swoją przygodę z australijskim zespołem rozpocząłem od utworu “Bad Dream”, który moim zdaniem jest najjaśniejszym punktem tego albumu. Uzupełniający się wokal Sama Halesa wraz z towarzyszącymi efektami elektronicznymi zasługuje na szczególne wyróżnienie. Nie tylko elektroniczne dodatki oraz pracę wokalisty warto docenić. Bardzo podoba mi się również rytmika tego projektu tworzona przez klasyczne instrumenty jak gitara basowa czy perkusja. Dzięki czemu mam wrażenie, że utwory pasują do siebie niczym odpowiednie puzzle.

Materiał ten idealnie wpisuje się w ramy wakacyjnego brzmienia

Quiet Ferocity” umieściłbym na półce wakacyjnych płyt. Skoro mowa o wakacjach to dużo w niej nawiązań do miłosnych uczuć. Przykładem jest, chociażby singiel “Feel The Way I Do”, w którym pełno romantycznych deklaracji. Ponadto czuć typowy australijski klimat podobny do tego, który gościł podczas niedawno omawianej przeze mnie płyty Metronomy – “The English Riviera”. I choć piosenki The Jungle Giants mają już 3 lata, to uważam, że pozostają one wciąż aktualne i spokojnie mogłyby gościć na radiowych listach przebojów. Do mocnych akcentów dołączyłbym “Used to Be in Love” oraz “On Your Way Down”, których nie jestem w stanie tak zwyczajnie pominąć, kiedy pojawiają się na mojej playliście.

I choć o zespole The Jungle Giants dotychczas nic nie wiedziałem, to przyznam, że skradli moje serce tym albumem. “Quiet Ferocity” to idealny sposób na zrelaksowanie się w towarzystwie dobrego trunku. To także płyta, która nada się podczas przejażdżki samochodowej, czy podczas gorszego nastroju. Zapewniam, że 41 minut tego krążka zadziałają lepiej niż tabliczka czekolady.

Ocena: 9/10

Zobacz też mój ostatni artykuł: http://www.altermusic.pl/roisin-murphy-overpowered/


6 Komentarzy

Cooolturalna · 6 maja, 2020 o 5:03 am

Utwory bardzo przyjemne dla ucha, faktycznie idealnie pasują na wakacyjny reset. Świetna recenzja, wcześniej nie znałam tego zespołu, a warto mieć ich utwory na swojej playliście 🙂

BeforeAnkaDies · 6 maja, 2020 o 6:38 am

Nie słyszałam o tym zespole, ale przesłuchałam kawałek “Feel The Way I Do” i stwierdzam, że jest świetny! 🙂

Anna Chowaniec · 6 maja, 2020 o 8:52 am

Nie słyszałam o tym zespole, a jestem fanką takich elektronicznych brzmień! Świetnie się słucha tych utworków! Super wpis <3

Patrycja · 6 maja, 2020 o 6:13 pm

Ogólnie rzecz biorąc słucham hip hopu i wszystko co z tym związane. Słysząc o muzyce elektronicznej zawsze byłam zdystansowana, jednak ten drugi kawałek tego zespołu to kosmos!
Swoją drogą, fajnie się czytało recenzje, masz świetny i lekki styl pisania 🙂

    altermusic.pl · 6 maja, 2020 o 8:09 pm

    Dzięki, zapraszam częściej. Być może będzie też coś z hip hopu. 😉

Rosmette · 8 maja, 2020 o 10:47 pm

Faktycznie całkiem dobre kawałki na wakacje, szczególnie do słuchania w trakcie dłuższej jazdy w słoneczny dzień. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *