Są artyści, na których koncerty czeka się z niecierpliwością. Do takich zalicza się moim zdaniem Nick Murphy (znany również jako Chet Faker). Tym razem australijski muzyk odwiedził warszawską „Stodołę” w ramach trasy promującej płytę „Run Fast Sleep Naked”.

Kolejna wizyta w Polsce

Wokalista, kompozytor, DJ… można wymieniać wiele ról, w jakie wciela się Nick Murphy. Jedno jest pewne, to co robi za każdym razem, nie da się określić tymi samymi słowami. Moją pierwszą i jedyną do tej pory okazją posłuchania na żywo artysty był koncert plenerowy w ramach Kraków Live Festival w 2017 roku. Był to całkiem przyzwoity koncert, biorąc pod uwagę padający deszcz, który zdecydowanie utrudniał tamto spotkanie. Tym razem miało być inaczej – kameralniej, bo tak określam koncerty klubowe.

Część oficjalną poprzedził występ Geordiego Hewitta (Cleopold). To, co wyróżnia Cleopolda, to z pewnością wokal, który dobrze komponuje się z towarzyszącą mu muzyką. Podobało mi się również wykorzystanie elektroniki, choć nie ukrywam, że brakowało mi zespołu, który zdecydowanie urozmaiciłby całkowity odbiór Australijczyka. Poniżej można posłuchać jednego z utworów supportującego Hewitta.

Jednak wieczór należał zdecydowanie do jednej osoby. Nie zmieni tej opinii nawet chwilowe spóźnienie muzyka. Koncert rozpoczął się od utworu “Hear it Now”, który jest również wstępem do najnowszej płyty. Tuż po nim warszawska publiczność miała okazję bawić się do znanych wszystkim przebojów “Gold” oraz “1998″ z dotychczasowej dyskografii.

Muzyka ważniejsza od słów

Na korzyść wokalisty przemawia swego rodzaju “ignorancja” bijąca ze sceny. Trudno to określić dosłownie, ale Nick Murphy nie jest mistrzem w byciu konferansjerem. Dlatego też wszyscy ci, którzy czekali na zagadywanie publiczności ze sceny lub anegdoty, musieli zadowolić się muzyką. A ta trzeba przyznać, że była na bardzo wysokim poziomie. Szczególnie zaskoczony byłem wykonaniem “Birthday Card”, utworu powstałego we współpracy z Marcusem Marrem. Piosenka ta zdawała się wręcz nie mieć końca, a mimo to nie nudziła mnie jako słuchacza. Co chwilę zespół stosował coraz ciekawsze zabiegi (mi przypadła najbardziej do gustu solówka perkusisty).

Po części tanecznej zrobiło się bardziej nastrojowo, dzięki utworom “I’m Into You”, “Believe (Me)”, a także niewydanemu jeszcze “Good Night” którego fragment można odsłuchać na Instagramie Murphy’ego. Nie ukrywam, że czekam z niecierpliwością na możliwość odtworzenia studyjnej wersji tej piosenki. Na żywo wypada zaskakująco dobrze. Szkoda, że nie została wykorzystana przy kompletowaniu tracklisty do “Run Fast Sleep Naked”.

“Dangerous” i “Sanity” na bis

Regulaminowa część koncertu zakończyła się, utworem “Talk is Cheap”, który można wręcz uznać za wizytówkę stworzonego przez wokalistę alter ego Cheta Fakera. Przemiana, jaką przeszedł Australijczyk od bycia Chetem do grania pod prawdziwym “szyldem” jest ogromna. Widać, że to nie tylko przedstawiciel muzyki elektronicznej, ale świadomy twórca. I tej świadomości nie da się podważyć, to trzeba po prostu wysłuchać.

Po zakończonym koncercie zespół został ponownie wywołany przez publiczność i zaprezentował jeszcze dwie piosenki “Dangerous”, a także “Sanity”. Występ zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Jedyny niedosyt, jaki odczułem to brak na koncertowej liście utworów z płyty “Missing Link” wydanej dwa lata temu.

Według mnie Nick Murphy lepiej prezentuje się w wydaniu klubowym, niż plenerowym. Być może to zasługa introwertyzmu artysty, a może po prostu dyspozycja dnia. Niemniej jednak polecam serdecznie każdemu kto jeszcze nie był na koncercie twórcy z Melbourne, aby przy najbliższej okazji przekonać się jak prezentuje się na żywo.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *