Metronomy to przykład zespołu, który w pełni wpisuje się w moje muzyczne gusta. Zarówno pod względem wydanych dotychczas utworów, jak i atmosfery, która każdemu z nich towarzyszy. Z niecierpliwością odliczam dni do koncertu w warszawskiej Progresji, który będzie moją pierwszą okazją do zapoznania się na żywo z materiałem grupy. Tak samo jak zbliżający się koncert, tak równie duże emocje generowała we mnie premiera najnowszej płyty pt. “Small World“. Album choć nic na to nie wskazywało, jest dla mnie jedną z największych niespodzianek tego roku.

Zmiana dotychczasowego stylu nie musi oznaczać porażkę

Po przesłuchaniu pierwszego singla “It’s Good to be Back” odniosłem wrażenie, że nadchodzący album będzie czymś zupełnie odmiennym od dotychczasowego kierunku zespołu. I nie myliłem się “Small World” to nowy rozdział Metronomy. Pełno na nim nostalgii i refleksji w towarzystwie prostych środków. Już od pierwszych sekund udziela się nam ten nastrój za sprawą “Life & Death”. Tuż po tym dość przygnębiającym kawałku pojawia się najlepszy moment tej płyty. “Things Will be Fine” to według mnie metafora do trudnych czasów jakie mają obecnie miejsce i nadzieja na lepsze jutro. Dzięki wokalowi Josepha Mounta i hipnotyzującej gitarze piosenka ta zostaje w pamięci na dłużej.

“It’s Good to be Back” – czyli namiastka starych albumów

Nieco inaczej prezentuje się wspomniany wcześniej singiel “It’s Good to be Back”. To bardzo radiowa kompozycja, posiada chwytliwy refren, ale podobnie jak w przypadku całej płyty, główną rolę grają proste dźwięki. Moją uwagę przyciągnęły także “Love Factory” oraz “Right on Time”. Oba kawałki może nie są filarem tego albumu, ale doceniam je za rytmiczność i warstwę instrumentalną. Brytyjczycy do pracy nad swoim najnowszym projektem zaprosili Porridge Radio, czego rezultatem jest “Hold Me Tonight”. Współpraca ta na tle pozostałych kawałków niestety, ale wypada bardzo blado. Pokuszę się nawet o opinię, że jest to najgorszy moment tego intrygującego projektu.

Zakończenie płyty w cohenowskim stylu

Zwieńczeniem płyty jest “I Have Seen Enough” czyli spokojna ballada z refrenem przypominającym mi momentami Leonarda Cohena. Co prawda porównanie to może dla wielu być nietrafione, niemniej jednak spokój i aura jakie jej towarzyszą nasuwają mi na myśl wspomnienia głębokiego głosu legendy. Sam utwór jest odpowiednią klamrą dla ponad półgodzinnej podróży do nieodkrytego jeszcze w pełni świata zespołu z Wielkiej Brytanii.

“Small World” to udany eksperyment, z którym należy się oswoić

Elektronika, z którą dotychczas utożsamiałem Metronomy wydaje się schodzić w “Small World” na drugi plan. Dla słuchacza z nastawieniem na kolejne przeboje, ten krążek może okazać się sporym zaskoczeniem. Szczerze mówiąc sam z początku czułem się zdziwiony kierunkiem obranym przez zespół. “Small World” to album, który zyskuje przy bliższym poznaniu. Nie jest to z pewnością przełom w porównaniu z ocenianym niegdyś przeze mnie “The English Riviera“, ale warto poświęcić mu uwagę.

Ocena: 7/10


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.