„Welcome to the Wonderful World of” takimi słowami witają nas na swoim wspólnym albumie Labrinth, Sia oraz Diplo, czyli twórcy projektu LSD. Po prawie roku od wydania pierwszego singla „Genius” trio powraca, tym razem z pełnym krążkiem.

Mówi się, że muzyka jest jak narkotyk. Potrafi zabrać nas w różne miejsca, poprawić samopoczucie, a także uzależnić. Co, jeśli dawka zostanie przekroczona 3-krotnie, a naszymi dilerami będą Labrinth, Sia i Diplo? Z pewnością na jednym przesłuchaniu ich płyty się nie skończy. Na szczęście jedyne co łączy LSD (substancja psychoaktywna) z omawianym zespołem to skrót pochodzący od pierwszych liter artystów.

Współpraca, której nikt się nie spodziewał

Projekt LSD powstał w wyniku dotychczasowych współprac australijskiej wokalistki ze wspomnianymi wcześniej muzykami. Relacja między tą trójką zawiązała się rok temu, a pierwszy kawałek „Genius” wydany w maju ubiegłego roku popchnął muzyków do pracy nad debiutanckim albumem.

Płyta składa się z 10 utworów i co należy na samym początku odnotować, utrzymana jest w bardzo rozrywkowej formie. Każdy utwór trwa ok. 3 minuty, przez co słuchacze nie odczuwają zmęczenia materiałem, a każdy singiel mógłby pasować do większości ram światowych rozgłośni radiowych.

Zespół postawił na energiczne utwory, które przeplata elektroniką i pozytywnym nastrojem. Czuć zabawę przy tworzeniu każdej z tych piosenek, przez co płyta sprawia wrażenie wielobarwnej. Co więcej, odnoszę wrażenie, że gdyby dano wokalistom do zaśpiewania książkę telefoniczną, to zrobiliby to w równie radosny sposób. Pozytywna energia i brak nudy biją od tego projektu na odległość. Piosenki od LSD z pewnością będą pozytywnym wspomnieniem niejednej imprezy.

Moim zdaniem najlepszymi momentami tego materiału są „Genius”, „Thunderclouds” oraz „Heaven Can Wait”. Podoba mi się też podział ról na tym albumie. Udział całej trójki widać w każdym utworze, przez co wszystko zdaje się spójne i ze sobą powiązane. Jedną z wad tego krążka jest fakt, że szybko się kończy. Dlatego też półgodzinna przygoda w świecie kolorów powinna być motywacją do kontynuacji w przyszłości. Ciężko powiedzieć czy utwory muzycznego tercetu podbiją wszelkie rankingi popularności i sprzedaży. Jedno jest pewne, współpraca na linii Labrinth, Sia i Diplo to strzał w dziesiątkę.

Ocena: 8/10


2 Komentarze

Anna · 22 października, 2019 o 8:26 am

Przesłucham wieczorem. Być może znam te kawałki. 🙂

Sia Furler - życiowy rollercoaster w cieniu międzynarodowej kariery · 18 kwietnia, 2020 o 1:16 pm

[…] W 2017 roku Sia wydała płytę “Everyday Is Christmas”, która w moim odczuciu oddaje znakomicie nastój okresu Bożego Narodzenia. Chętnie wracam do niego mimo upływu czasu oraz mieszanych odczuć recenzentów. W 2018 roku Labrinth Sia oraz Diplo połączyli swoje siły w projekcie LSD. Efektem wspólnej pracy był album “Labrinth, Sia & Diplo Present… LSD”, o którym kiedyś wspominałem w poniższej recenzji. http://www.altermusic.pl/lsd-labirinth-sia-diplo […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *