Lubię słuchać płyt, które zawierają w sobie coś, co chce się je konsumować niczym książkę – od deski do deski. Lubię też przenosić się do muzycznego świata, do którego zabierają mnie w swojej twórczości muzycy. Tym razem na taką podróż zabrała mnie Jorja Smith, za sprawą albumu “Lost & Found

Jorja Smith udowadnia, że młodość też ma coś ważnego do przekazania

Brytyjska piosenkarka z przytupem pojawiła się na międzynarodowej scenie muzycznej. Mając niespełna 20 lat, wydała swój debiutancki album “Lost and Found“, który mimo jej młodego wieku jest bardzo dojrzały i niezwykle spójny. To, co warte jest wyróżnienia, to warstwa tekstowa, która stanowi olbrzymią wartość tego projektu. Jorja nie boi się poruszać trudnych społecznie tematów jak błędy młodości, czy chociażby problem rasizmu w Ameryce. Ta dziewczyna jest dowodem na to, że nie trzeba mieć pełno siwych włosów na głowie, czy wywoływać kontrowersje, aby dzielić się ze światem wartościami.

“Lost & Found”, to przede wszystkim płyta – monolit. Trudno wskazać tu słabe momenty, które stanowiłyby rysę na trwającym nieco ponad godzinę lekcyjną albumie. Mieszanka rasowego R&B i soulu, jaką zawiera ten album, to czysta przyjemność dla słuchacza. Moją uwagę przykuły szczególnie instrumenty klawiszowe, które obok głosu wokalistki tworzą harmonię. Przyznam szczerze, że bardzo rzadko zdarza mi się tak bardzo zagłębić w jedną płytę. Jorja Smith zrobiła to już w debiucie. I choć nie jestem żadną wyrocznią muzyczną, a jedynie przeciętnym zjadaczem chleba, to zapewniam, że nie tylko ja podzielam tę opinię.

Sukces komercyjny mógłby być krzywdzący dla “Lost & Found”

Moimi ulubionymi utworami na tym krążku są: “On Your Own”, “Blue Lights”, “The One” oraz “Where Did I Go” oraz “Teenage Fantasy”. Jak widać, wymieniłem prawie połowę płyty i muszę przyznać, że trudno było zrobić ten podział na piosenki lepsze i gorsze. Czas dodać do tej beczki miodu odrobinę goryczy. Z pewnością nie jest to album dla wszystkich. Potwierdzeniem tych słów jest fakt, że nie przebił się, chociażby przez komercyjne stacje radiowe, choć ja nie traktuję tego jako porażkę. Co więcej, sama Jorja nie zabiega o popularność. Czuje się komfortowo w miejscu, w którym się znajduje. Płyta ta z pewnością nie zostanie uznana w przyszłości za coś rewolucyjnego i nie podbije rankingów sprzedaży. To album, który lubi ciszę. Zdecydowanie nie potrzebuje nadmiernego rozgłosu i dotarcia do każdego zakątka na świecie, by docenić jego wartość.

Przyznam się, że Jorja Smith wróciła do mojej playlisty po dłuższej nieobecności i cieszę się z tego powodu. Tej płyty słucha się z podobnymi wypiekami na twarzy jak w okresie jej wydania. Z niecierpliwością czekam na kolejne kroki w karierze tej piosenkarki. Tymczasem gorąco zachęcam do przesłuchania “Lost & Found”.

Ocena: 9/10

Zobacz też mój ostatni artykuł: http://www.altermusic.pl/konkurs-piosenki-eurowizji-polskie-wystepy-2/


3 Komentarze

Zuza · 16 maja, 2020 o 10:57 am

Zatopiłam się w tej płycie w 2018 roku, ale ostatnio do mnie wróciła ze zdwojoną siłą. Tu nie ma złych momentów. Jorja mimo młodego wieku jest bardzo dojrzała muzycznie i wie, czego chce. Trochę taka… Amy nowych czasów. Oby kolejną płytą potwierdziła swój kunszt.

Nowy wpis na the-rockferry.pl

    altermusic.pl · 16 maja, 2020 o 11:19 am

    Zgadzam się w zupełności. Ciekawi mnie tylko czy będzie konsekwentna w kolejnych płytach. Jeśli tak, to z pewnością nie będzie to artystka jednego albumu.

BeforeAnkaDies · 18 maja, 2020 o 7:12 am

Cudowne kawałki- “The One” to mój faworyt!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *