Przygotowując poniższą recenzję ponownie postanowiłem obrać kierunek Wielkiej Brytanii. Tym razem po wielu latach sięgnąłem po trzeci studyjny album Jamesa Morrisona pt. “The Awakening“. Zapraszam na sentymentalną podróż do roku 2011 wraz z utalentowanym muzykiem o charakterystycznym głosie.

Na pierwszym planie muzyka i wyjątkowy wokal

Pierwszy raz twórczość Brytyjczyka miałem okazję usłyszeć za sprawą singla “Broken Strings” nagranego we współpracy z Nelly Furtado. Utwór spodobał mi się na tyle, że postanowiłem wówczas sprawdzić pozostałą twórczość piosenkarza. W ten sposób natrafiłem na płytę, która moim zdaniem po prawie dekadzie od momentu powstania jest najlepszym projektem Morrisona. Opisywany album to zbiór 12 utworów oraz 2 bonusowych utrzymanych w soulowej charakterystyce z elementami R&B. Nie brakuje na nim również akustycznych brzmień, z których słynie Brytyjczyk. To one pełnią w tym przypadku rolę wizytówki

Na uwagę zasługuje cała kompozycja opisywanej płyty. Każda piosenka, która się na niej znajduje, współgra z pozostałym materiałem, tworząc przy tym spójność. Mocnym punktem są single “I Won’t Let You Go” oraz “Up” nagrany we współpracy z Jessie J. W przypadku “I Won’t Let You Go” mamy do czynienia ze spokojnymi zwrotkami, chwytliwym i rytmicznym refrenem oraz towarzystwem chórków. Duet z Jessie J, choć nie cieszył się taką popularnością w perspektywie promocji albumu, to z pewnością stanowi jeden z jego kluczowych elementów. Współpraca z wokalistką potwierdziła kolejny raz, że Brytyjczyk doskonale odnajduje się w utworach z udziałem kobiet.

“The Awakening” to zbiór kompozycji skrojonych pod wymagania koncertowe

Warto docenić instrumentalną warstwę tego projektu, ponieważ na próżno szukać w nim efekciarstwa i zbędnych ozdobników. To surowy materiał, który skrojony jest idealnie pod występy akustyczne. “The Awakening” przepełniony jest dźwiękiem gitar i towarzyszącej im perkusji. Znalazło się też miejsce dla instrumentów klawiszowych, które nadają uroku w utworze “One Life”. Jednak to nie ten utwór a “All Around the World” należy do mojego grona ulubionych.

“The Awakening” to płyta bardzo przyjemna w odbiorze. Sprawdzi się zarówno w przypadku podróży samochodem jak i w chwilach relaksu po ciężkim dniu pracy. Mimo że zawartość tego krążka niekiedy brzmi bardzo zachowawczo, to w ogólnym odbiorze słucha się jej przyjemnie. Zarówno warstwa muzyczna jak i charakterystyczny wokal Morrisona uzupełniają się wzajemnie, tworząc przy tym spójną całość.

Ocena: 8/10

Zobacz też mój ostatni artykuł: http://www.altermusic.pl/selah-sue-reason/


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *