Nadszedł upragniony przez wielu czas wakacji. W moim odczuciu to jeden z najbardziej inspirujących okresów muzycznie w ciągu roku. W końcu wielu z nas na pewno posiada jakieś letnie wspomnienia, do których mógłby przypisać odpowiednią piosenkę. Taką moją wakacyjną migawką jest z pewnością płyta Capital Cities “In a Tidal Wave of Mystery“, której postanowiłem się bliżej przyjrzeć.

Hit lata 2013, czyli “Safe and Sound”

Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że płyta ta wpadła w moje ręce za sprawą piosenki “Safe and Sound”. Przyznam szczerze, że prawdopodobnie, gdyby nie ona, to nie wiedziałbym o istnieniu Amerykańskiego duetu. Utwór ten niezmiennie od 2013 roku jest jedną z moich ulubionych piosenek, którą utożsamiam z równie miłymi wspomnieniami. Pomijając moje osobiste odczucia, to świetny, rytmiczny kawałek, który wpada do głowy i nie chce ją opuścić. Nic więc dziwnego, że utwór ten zebrał wiele pochlebnych opinii i nominacji do prestiżowych nagród.

Mając na uwadze fakt, że to tylko wycinek debiutanckiego albumu Capital Cities postanowiłem się przyjrzeć szerzej pozostałej części. Muszę przyznać, że krzywdzące jest stwierdzenie, że Ryan Merchant oraz Sebu Simonian to gwiazdy jednego przeboju. “In a Tidal Wave of Mystery” to spora dawka pozytywnej rozrywki. Duet łączy wiele brzmień, z jednej strony otrzymujemy odrobinę syntezatorowych dźwięków, by dosłownie za chwilę usłyszeć trąbkę. Nie będę ukrywał, że motyw trąbki na tym albumie przypadł mi wyjątkowo do gustu i nadaje jej wyjątkowego kolorytu.

In a Tidal Wave of Mystery to niezwykle spójna płyta

Na plus trzeba wyróżnić również spójność całego projektu. “In a Tidal Wave of Mystery” to 12 utworów, które tworzą monolit i obecność każdego z nich jest na krążku moim zdaniem w pełni uzasadniona. Nawet eksperymentalny “Farrah Fawcett Hair” z gościnnym udziałem André 3000 ma swój urok, choć więcej w nim recytacji niż śpiewania. Podoba mi się także spora ilość nawiązań do popkultury jak chociażby włosy aktorki Farrah Fawcett, czy też “Thriller” Michaela Jacksona. Wśród piosenek z tej płyty, do których chętnie wracam, jest również “Kangaroo Court” i “I Sold My Bed, But Not My Stereo”. Obie posiadają na tyle chwytliwe refreny, że często się łapię na ich nuceniu.

Trudno przyczepić się do konkretnych rzeczy, które nie wyszły w tym projekcie. Być może brakuje większej ilości kawałków, które mogłyby równać się z genialnym “Safe and Sound”. Słuchając tej płyty, będziesz bawić się świetnie, ale po zapoznaniu całego materiału wciąż będziesz mieć poczucie, że to nadal zespół hitu sprzed niemal dekady. Dlatego też uważam, że krzywdzące jest patrzenie na amerykański duet z perspektywy jednego przeboju. To solidny zespół, który w kolejnych projektach udowodnił, że wcale nie zamierza zniżać swojego poziomu. Mimo upływu 7 lat od premiery tej płyty nie uważam, żeby bardzo się zestarzała. To wciąż ponad 40 minut rozrywki, które bardzo przyjemnie mijają. Polecam każdemu, kto nie miał okazji się jeszcze zapoznać z tą płytą. Być może komuś z Was tegoroczne wakacje będą upływały w towarzystwie Capital Cities.

Ocena: 8/10

Zobacz też mój ostatni artykuł: http://www.altermusic.pl/bovska-sorrento/


1 Komentarz

I am Emilia · 28 czerwca, 2020 o 10:06 am

nie znam ich ale fajnie grają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *