491 dni – tyle czasu upłynęło od mojego ostatniego wyjścia na koncert. Przyznam szczerze, że jak dla kogoś jak ja, kto uwielbia muzykę na żywo, była to prawdziwa męka. Pandemia sprawiła, że wszelkie moje plany koncertowe zostały odłożone w czasie, aż do wczoraj, kiedy to po ponad rocznej przerwie udałem się na występ Moniki Brodki w ramach trasy Letnie Brzmienia. Nie był to takie zwykłe wydarzenie, ponieważ Brodka debiutowała w Krakowie ze swoją najnowszą płytą Brut.

Koncert w kameralnej odsłonie

Nie da się ukryć, że pandemia wpłynęła również na zainteresowanie koncertami. Jestem pewny, że w normalnych okolicznościach Centrum Sportu Parkowa byłoby wypełnione po brzegi słuchaczami. Tymczasem pierwszy raz znalazłem się na koncercie plenerowym, gdzie w pobliżu mnie była wolna przestrzeń i nie musiałem się martwić o widoczność całego zespołu. Pomocna nie była także pogoda, ponieważ gwałtowna ulewa sprawiła, że wydarzenie rozpoczęło się godzinę później. Niemniej jednak nie były to w żadnym wypadku czynniki, które wpłynęły na mój finalny odbiór koncertu. Kameralny nastrój oraz dobra zabawa wynagrodziły mi wszystko z nawiązką.

Brodka potwierdziła, że scena to jej żywioł

Już od pierwszych dźwięków dało się wyczuć atmosferę znaną dotychczas mi z niedawno wydanego krążka. Stroje całego zespołu, dekoracja oraz gra świateł świetnie uzupełniały surowe dźwięki miasta Brut, który jest motywem przewodnim ostatniego projektu Brodki. Sama artystka zdawała się doskonale odnajdować w najnowszym materiale, czego potwierdzeniem była rozpierająca ją energia i uśmiech na twarzy po każdym zagranym kawałku. Nie spodziewałem się, że “Brut” tak dobrze odnajdzie się w realiach koncertowych. I choć potrzebowałem na początku kilku odtworzeń, aby oswoić się z tym krążkiem, to nie miałem najmniejszego problemu z jego odbiorem w warunkach “na żywo”.

Bardzo pozytywnie wypadły drugoplanowe utwory z tego albumu. Oczywiście energetyczne “Game Change” i “Hey Man” były w stanie porwać publiczność do tańca, ale oczarował mnie “Chasing Ghost”. Było w nim dosłownie wszystko – rosnące napięcie, niepewność, a także nostalgia. Biorąc pod uwagę fakt, że Brodka potrafi tworzyć utwory do produkcji filmowych, to wcale się nie zdziwię jeśli ten utwór znajdzie się w soundtracku gatunkowego kina. Chciałbym też wyróżnić “Falling Into You” oraz “You Think You Know Me”, które wokalnie i muzycznie brzmiały świetnie. Równie przyjemnie było usłyszeć piosenki z poprzednich płyt w odświeżonych aranżacjach. Szczególnie “Horses”, “Santa Muerte”, “Up in the Hill” oraz “My Name is Youth” przypomniały mi dlaczego “Clashes” jest tak dobrym albumem. Jedynie “Granda” podobała mi się bardziej w poprzedniej koncertowej wersji, ale sądząc po reakcjach publiczności, należałem do nielicznego grona.

Mocne rozpoczęcie sezonu koncertowego

Świetnie wypadł towarzyszący wokalistce zespół. Brodka tym razem postawiła na “męskie granie”, ponieważ zarówno za klawisze, perkusję oraz gitary odpowiedzialni byli panowie. Mimo liczebnej dysproporcji to ona sama była wulkanem energii, który doskonale uzupełniał się z resztą ekipy. W rezultacie po zakończonym występie publiczność żywiołowo przywołała ponownie cały skład i zachęciła do zagrania trzech bisów. Trudno mi sobie wyobrazić lepsze otwarcie sezonu koncertowego po pandemicznej przerwie niż omawiany koncert. Szczególnie, że nastrój utworów wpasowywał się idealnie do otaczającej mnie w ostatnim roku rzeczywistości. Mam nadzieję, że wczorajsze wydarzenie będzie dobrym zwiastunem powrotu do znanej nam “normalności”, czego sobie i Tobie życzę.


1 komentarz

Piotrek (Muzyka na kółkach) · 13 lipca, 2021 o 6:59 pm

Nie da się ukryć, że Brodka od początku swojej kariery zrobiła niesamowity postęp i myślę, że w obecnym wydaniu jest jej najlepiej. Myślę, że koncert na pewno był świetny i jeżeli będzie gdzieś grała w mojej okolicy to na pewno się wybiorę. 🙂
Pozdrawiam! 🙂

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *