Black Eyed Peas to zespół, który zapisał się złotymi zgłoskami w popkulturze pierwszej dekady XXI wieku. Grupa, której niemal każda płyta dostarczała imprezowe hity, postanowiła zawiesić swoją działalność w 2011 roku. Ich oficjalny powrót odbył się za sprawą płyty Masters of the Sun Vol. 1 w 2018 roku. Po niezbyt udanym wznowieniu działalności sprzed dwóch lat otrzymujemy kolejny projekt o nazwie “Translation“.

Tym razem fani złotej ery zespołu datowanej na obecność wokalistki Fergie mogą poczuć się rozczarowani. Piosenkarka postanowiła oficjalnie pożegnać się z zespołem i poświęcić się życiu rodzinnemu. W rezultacie do Black Eyed Peas dołączyła Jessica Reynoso. “Translation” to zdecydowana zmiana kierunku w porównaniu z poprzednim albumem. Tym razem hip-hopowa stylistyka została zamieniona na elektroniczną sambę. Romans z latynoską muzyką można nazwać wyjściem zespołu na prostą. Porównując liczbę odtworzeń singli z dwóch ostatnich albumów na YouTube i Spotify widać miażdżącą przewagę po stronie najnowszego krążka.

Powracający zespół trendów się chwyta

Black Eyed Peas korzysta z trendów obecnie panujących na rynku. Kluczem do sukcesu jest chwytanie się wszystkich środków, które mogą przynieść ponowny sukces. Otrzymujemy płytę utrzymaną rodem z karnawału w Rio, będącą puszczeniem oka do wszystkich pasjonatów południowoamerykańskiej muzyki (a tych jest w ostatnim czasie sporo). “Translation” to także kopalnia sampli mniej lub bardziej znanych. Wśród tych najbardziej rozpoznawalnych znalazły się fragmenty utworów “La Isla Bonita” Madonny, “The Rhythm of the Night” zespołu Corona, a także “U Can’t Touch This” MC Hammera. To jednak nie koniec zabiegów mających wzbudzić zainteresowanie wśród słuchaczy. Grono fanów rozczarowanych brakiem Fergie, Black Eyed Peas stara się udobruchać obecnością na płycie J Rey Soul, której głos jest łudząco podobny do poprzedniej frontmenki zespołu.

“Translation” kojarzy mi się ze wspomnianą wcześniej sambą. I właściwie to określenie tej płyty mianem brazylijskiego tańca to bardzo dobre porównanie. Przez niemal godzinę otrzymujemy serię typowo latynoskich utworów. Najlepszymi utworami według mnie na tej płycie są “RITMO (Bad Boys For Life)”, “Feel the Beat”, “Mamacita”, “Vida Loca” oraz “No Mañana”. Każdy z nich jest na tyle charakterystyczny, aby nucić sobie podczas codziennych czynności. Jednocześnie mają w sobie coś, co zachęca do ponownego odsłuchania. Należy także wspomnieć o udziale gości pojawiających się na tym albumie. Znajdziemy na nim aż 12 zaproszonych muzyków, wśród nich m.in. Shakira, Maluma i Tyga.

“Translation” to krążek, na którym dostrzegam wiele mankamentów

“Translation” jest albumem, który nie powalił mnie z nóg, ani też wyjątkowo nie rozczarował. To taneczny ciąg utworów, w którym po pewnym czasie odsłuchiwania może wkraść się monotonia. Występuje dużo pokrewieństw z piosenkami lat 80. i 90. w postaci zmiksowanych sampli. Odczuwam też wyraźny brak Fergie w składzie, mimo że grupa stara się dokonywać ruchów, które mają to umiejętnie zamaskować. Mimo tych mankamentów to wciąż otrzymujemy namiastkę starego zespołu, którego poczynania uważnie śledziłem niespełna dekadę temu.

Nowa płyta Black Eyed Peas nie stanowi żadnego punktu zwrotnego w karierze amerykańskiego zespołu. To z pewnością lepszy projekt niż poprzednia próba, gdy nawiązywali do swoich rapowych korzeni. Sądząc po sukcesie, jaki w pewnych kręgach ta płyta ma szansę osiągnąć (mowa oczywiście o sympatykach latynoskiej muzyki tanecznej), to krążek, który może bardziej sprawdzić się w formie soundtracku do godzinnych zajęć zumby. Niemniej jednak to przyzwoita płyta, budząca we mnie mieszane emocje. Porównałbym ją do wizyty w sklepie odzieżowym w celu kupienia kurtki i wyjścia z niego z nową parą skarpet. Z jednej strony miałem nadzieję na coś lepszego, ale mimo wszystko nie zostaję z pustymi rękami.

Ocena: 6/10

Zobacz też mój ostatni artykuł: http://www.altermusic.pl/emeli-sande-our-version-of-events/


1 Komentarz

Szafira · 14 października, 2020 o 4:19 pm

Black Eyed Peas to grupa mojego dzieciństwa i zawsze będę mieć do nich sentyment, ale “Translation” to najsłabsze ogniwo w ich dorobku. Wracam czasami do “RITMO”, “Mamacity” i “Vida Loca”, reszty nawet nie pamiętam.
Pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *