O tym, że wielcy muzycy otrzymują od społeczeństwa status legendy zazwyczaj po śmierci, wiadomo nie od dziś. Niestety często bywa, że rozpoznawalność oraz wysokie wymagania wiążą się z poważnymi konsekwencjami. Tak też było w przypadku Amy Winehouse, której życie oraz kariera zakończyły się zdecydowanie zbyt wcześnie.

Przygotowując się do napisania tego artykułu, postanowiłem, raz jeszcze sięgnąć po dokument “Amy”. Film ten w wymowny sposób pokazuje jak zgubne potrafią być popularność, nałogi oraz toksyczne relacje. Z tym wszystkim zmagała się brytyjska wokalistka. Jej przedwczesna śmierć wstrząsnęła całym muzycznym światem. I choć minęła już niemal dekada, od kiedy odeszła, to wciąż da się odczuć pustkę po jej barwnej osobowości.

Amy urodziła się w 1983 roku w Londynie. Pochodziła z żydowskiej rodziny, której przodkowie byli muzykami jazzowymi. To w głównej mierze za sprawą najbliższej rodziny poznała jazz. Za namową babci Cynthii udała się do szkoły teatralnej, gdzie pobierała pierwsze lekcje śpiewu. Dzieciństwo piosenkarki nie należało do usłanych różami, ponieważ w wieku 9 lat musiała zmierzyć się z rozwodem rodziców spowodowanym romansem ojca. Wszystkie te wydarzenia odcisnęły piętno na życiu piosenkarki.

Debiut, który okazał się furtką do kariery Amy Winehouse

Pierwszy album studyjny “Frank” Winehouse wydała w 2003 roku. Płyta ta została przyjęta pozytywnie w środowisku, zyskując przychylne recenzje. Nieznana dotychczas Brytyjka została zaledwie rok później nominowana do nagrody BRIT Awards, przez wielu uznawanej za najważniejszy plebiscyt muzyczny w Wielkiej Brytanii. “Frank” otrzymał w Anglii status platyny, a za jego wizytówkę uznano utwór “Stronger Than Me”. Co ciekawe, jazzowy debiut nie satysfakcjonował w pełni Amy. Uważała, że wytwórnia Island Records zdecydowała się wydać kilka utworów wbrew jej woli. Uznawana była za artystkę równie wymagającą, jak ambitną. To ona przygotowała wszystkie teksty na debiutancką płytę.

Sukces albumu otworzył artystce drogę na najważniejsze sceny na świecie. Gościła między innymi na Glatsonbury Festival mimo swojego niewielkiego doświadczenia na scenie. Jej charakterystyczny głos oraz nietuzinkowa osobowość wzbudziły zainteresowanie słuchaczy z całego świata. Zadziorność, którą w sobie posiadała, prowadziła ją w muzyce na szczyt, ale w życiu prywatnym działała na nią destrukcyjnie. Coraz częściej zaczęto mówić o jej zawirowaniach miłosnych oraz problemach z alkoholem. Presja ze strony otoczenia skłaniająca do nagrania drugiego albumu była ogromna. Zaburzenia odżywiania, śmierć ukochanej babci, depresja, alkoholizm, uzależnienie od narkotyków oraz rozstanie z późniejszym mężem Blakem. Te wszystkie czynniki przełożyły się na powstanie drugiego albumu Winehouse “Back to Black”.

“Black to Black” ukazywał jej codzienne trudy, z którymi musiała się zmagać

Mimo że krążek wydany oficjalnie pod koniec 2006 roku święcił triumfy na światowych listach przebojów, to w rzeczywistości oparty był na bolesnych wydarzeniach z życia wokalistki. Amy Winehouse, nawiązując do boksu, “opuściła gardę” pokazując wszystkim swoje wnętrze. W przeciwieństwie do debiutu mieliśmy do czynienia z kobietą po przejściach mimo młodego wieku. Dobitnym przykładem jest piosenka “Rehab”, która odnosi się do wydarzeń związanych jej terapią alkoholową. Z kolei “Back to Black” to utwór, który przedstawia jej burzliwy związek z Blakem Fielderem-Civilem. Materiał z tej płyty nie można nawet po latach określić terapeutycznym. Trzeba jednak przyznać, że pod względem muzycznym to kawał dobrej muzyki. Nic więc dziwnego, że płyta przyniosła piosenkarce rekordową liczbę nagród Grammy.

Upadek legendy

Niestety sukces wiąże się niekiedy z obecnością złych doradców. A tych akurat w życiu Amy Winehouse nie brakowało. W kolejnych latach jej dokonania muzyczne były przykrywane aferami z jej udziałem. W 2010 roku sama potwierdziła informację o przygotowaniach do trzeciej płyty. Rok później zaplanowano jej huczny powrót na scenę. Seria koncertów w Ameryce Południowej oraz trasa po Europie miały być znakiem wyjścia na prostą. Niestety zamiast tego stały się symbolem jej upadku. Czarę goryczy przelał koncert w Belgradzie, podczas którego Amy nie była zdolna do występowania. Zamiast show zebrani widzowie obejrzeli pijaną piosenkarkę, która miała problemy z ustaniem na scenie oraz odtworzeniem tekstów. Zaledwie miesiąc później zmarła w swoim domu z powodu zatrucia alkoholowego.

Historia Amy Winehouse jest niezwykle przykra. Dopiero po jej śmierci świat dostrzegł, z czym na co dzień musiała się zmagać. Przez wielu uznawana za perłę wyróżniającą się na tle muzyki rozrywkowej. Tymczasem ona raczej wolałaby, aby ją postrzegano jako zwykłą dziewczynę z Camden Town. Buntowniczkę, która wieczorami przy szklance whiskey grywa w małych klubach dla zgromadzonych gości. Pozostawiła po sobie dwa doskonałe albumy, które wraz z upływem lat, niczym wspomniana whiskey stają się coraz lepsze.

Zobacz też mój ostatni artykuł: http://www.altermusic.pl/alicia-keys-alicia/


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *